Kara śmierci jako obiektywne zło

Co jakiś czas w mediach całego świata opisywana jest przerażająca zbrodnia dokonana na niewinnej osobie. Naszym oczom ukazuje się widok darmowego i egoistycznego sadyzmu, o którym w normalnych okolicznościach nie myślimy. W napływie emocji, poczucia niesprawiedliwości i bezsilności nierzadko przychodzi nam na myśl chęć dokonania samosądu w obawie, że nikt poza nami nie jest w stanie wymierzyć obiektywnej kary. Za wyjątkowo okrutne przestępstwa wielu chętnie karałoby śmiercią. Czy z moralnego punktu widzenia jest różnica pomiędzy ludźmi opanowanymi przez chęć zemsty i tymi, którzy zabili kogoś dla własnej satysfakcji?

Dawniej znacznie chętniej wymierzano ten rodzaj kary, lecz wraz z rozwojem cywilizacji odchodzi się od jej stosowania - coraz częściej zauważa się jej okrucieństwo. Niegdyś, gdy ludzie znajdowali się na niższym poziomie rozwoju moralnego, karę śmierci wykorzystywało się, jako proste rozwiązanie problemu, chociaż tak na prawdę było ślepym zaułkiem. Dzisiaj wiemy, że surowe traktowanie zbrodniarzy nie obniża przestępczości, a jedynym na prawdę skutecznym środkiem zaradczym jest edukacja społeczeństwa.

Praca nad rozwojem moralnym jest kluczem do wymazania zła z życia społecznego, dlatego mamy obowiązek dać przestępcy możliwość przemyślenia swojego postępowania w więziennej celi. Zabicie człowieka jest złem, bez względu na okoliczności. Osoba pragnąca stosowania kary śmierci powinna zastanowić się czy przyjmując na siebie rolę kata wykonałaby wyrok, jeśli tak to, czy z moralnego punktu widzenia różni się od potencjalnego mordercy?

Największe autorytety moralne najbardziej nam bliskie jak Jan Paweł II, Ojciec Pio czy Matka Teresa chronili życie ludzkie z całych sił i nigdy nie wymienili choćby jednej okoliczności, która w jakikolwiek sposób usprawiedliwiałaby zastosowanie "ostatecznej" kary.

Spirytyści nie uważają śmierci za karę. Prawo reinkarnacji – wiara w wielość wcieleń – podpowiada im, że człowiek rodzi się, aby nabierać doświadczenia (jak w szkole) i odpracowywać winy popełnione we wcześniejszych inkarnacjach. W ten sposób dochodzimy do wniosku, że to raczej życie stanowi prawdziwą trudność – poprawne życie. Skoro żyjemy tu i teraz, mamy jakieś zadanie do wykonania. Bandzior mordujący na prawo i lewo ponosi porażkę, gdyż nie udało mu się oprzeć pokusie zabicia człowieka, którą miał za zadanie zwalczyć w aktualnym wcieleniu, ale jego życie trwa i dla niego, dla jego duszy jeszcze nie wszystko jest stracone. Jeśli natomiast kat odbierze mu życie problem nie zostanie rozwiązany, gdyż za jakiś czas złoczyńca odrodzi się ponownie i najprawdopodobniej jego zachowanie nie ulegnie zmianie. Pozostawienie bandyty przy życiu jest pewnego rodzaju długofalową inwestycją w przyszłość nas wszystkich. To on musi dokonać zmian w swoim sposobie myślenia, a my powinniśmy mu w tym pomóc. Zabijając go, tracimy taką możliwość. Dlatego większą siłę od kata ma wybaczenie - pojęcie tak abstrakcyjne dla wielu z nas.

Znamy słowa Jezusa wiszącego na krzyżu, a także piąte przykazanie Dekalogu. Fakt, iż ta sama osoba spisała dla ludzi "Dziesięć Przykazań" i pozwalała kamienować przestępców, usprawiedliwiając ten czyn "Prawem Bożym", świadczy o tym, że Mojżesz sam ustanowił prawo unicestwiania by zdyscyplinować niepokorny naród, przemierzający pustynię, gdzie rzeczą niemożliwą było wznoszenie więzień. Jego prawo stoi w wyraźnej sprzeczności z pojęciem "Bożego Miłosierdzia", które wykładał Jezus. Czy idealny Bóg mógł wydać dwa sprzeczne nakazy i czy mamy prawo świadomie działać wbrew Niemu?

 


 

Los samobójców

Samobójcy nie są potępieni, chociaż należy podkreślić, że ich los w zaświatach nie jest godny pozazdroszczenia. Spirytyści otrzymują wiele komunikatów od duchów, które własnoręcznie skróciły swoją ziemską inkarnację. Zmarli opisują cierpienia i wyrzuty sumienia, które muszą znosić oraz ból towarzyszący im w chwili zadania sobie śmierci. Kobieta, która wskoczyła pod pociąg zginęła natychmiast, niemniej czuła jak pędząca maszyna „powoli” łamała każdą jej kość – czas jest względny. Duchy samobójców zawsze muszą odpokutować popełniony czyn. Dostają nauczkę w formie rozmaitych narzuconych im odczuć. Niektóre odnoszą wrażenie jakby zjadały ich robaki, inne nie mogą złapać oddechu, kolejnym wydaje się, że się duszą, albo są zamknięte w skrzyni. Czasami duchy myślą, że samotnie tkwią w niekończącej się ciemności. Najgorszą – chyba – karą dla zmarłego jest obserwowanie bliskich, którzy cierpią w wyniku jego samobójstwa i świadomość, że sytuacja rodziny była by zupełnie inna, gdyby jednak postanowił żyć. Kara nigdy nie jest wieczna. Gdy penitent zaczyna rozumieć swój błąd, postanawia się zmienić, nabiera chęci do powrotu na ścieżkę, z której zstąpił, otaczająca go rzeczywistość – subiektywne spojrzenie – zmienia się; dusza doznaje oświecenia, docierają do niej promienie Bożego miłosierdzia, budzi się w niej nadzieja, mijają wątpliwości, aż w końcu powstaje nowe życie i człowiek w kolejnym ciele, w kolejnej inkarnacji wszystko zaczyna od nowa, ale nie od zera. Bez wątpienia dla zmarłego są to bardzo trudne chwile, które mogą ciągnąć się dziesiątki, a nawet setki lat. Warto modlić się za takie osoby, gdyż tego rodzaju pomoc jest jedyną, jaką możemy im zaoferować.

 


 

Samobójstwo? Nigdy

Samobójstwo, będące wyrazem buntu, niszczy jedynie fizyczne więzy życia; nie zmienia jednak naszej sytuacji. Pragniemy uciec od cierpienia, ono jednak staje się jeszcze straszniejsze i jeszcze bardziej nas niszczy. Największym rozczarowaniem samobójcy jest moment, gdy zauważa, że życie i problem, którego chciał uniknąć, dalej trwają; na dodatek pojawiają się też cierpienia moralne. Nie ma bowiem śmierci; życie toczy się dalej, przyjmuje jedynie inny wyraz; kształtuje się zależnie od tego, jak postępuje każdy z nas. Nierzadko samobójca decyduje się na ten opłakany w skutkach krok, wówczas gdy problem zmierzał ku rozwiązaniu. POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO? NIGDY!

Przekaz spisany przez medium Divaldo Pereirę Franco za pośrednictwem psychografii w kwietniu 1984 r. i dołączony do książki Momentos de Renovação [Chwile odnowy]