SPIRYTYZM. Czy homoseksualizm jest niemoralny ?

homoseksualizm tekstDyskusje o homoseksualizmie przewijają się przez wszystkie środowiska i nic w tym dziwnego, ponieważ mało kto nie lubi wypowiadać się na kontrowersyjne tematy, a i spirytyści nie są wyjątkiem tym bardziej, że starają się wyjaśniać różne nietypowe fenomeny w sposób możliwie prosty i logiczny. Homoseksualizm nie zasługuje na miano „nietypowego” oraz „fenomenu”, gdyż jest on znany odkąd człowiek stąpa po ziemi i nikogo już nie dziwi, choć w konkretnych sytuacjach może zaskakiwać.

Według statystyk zachowania homoseksualne dotyczą aż 7 % populacji krajów zachodnich, lecz tak na prawdę nie istnieją badania, które podawałyby wyniki pewne w stu procentach. Niemniej, gdy chociażby mała część polskich gejów i lesbijek zjeżdża się na paradę równości, oburzenia społeczeństwa końca nie widać. Słuchając wypowiedzi w telewizji, radio, czy przeglądając fora internetowe czasami tracę orientację, gdzie jest początek kontrowersji i kto komu najbardziej przeszkadza, czy homoseksualne defilady „normalnym”, czy to heteroseksualni dyskryminują tych „innych”, wykazując skrajną czasami nietolerancję. Moje osobiste podejście do osób szukających szczególnej bliskości z tą samą płcią obrazuje pewna anegdota, którą gdzieś usłyszałem. Młody mężczyzna witając się z o wiele starszym od siebie profesorem uniwersytetu powiedział: „Nazywam się Marcin i jestem gejem”. Wykładowca odparł: „A ja nazywam się Kowalski i nie obchodzi mnie, z kim pan sypia”. Taki również mam stosunek do imprez, gdzie eksponowanie orientacji seksualnej staje się priorytetem, czyli nie za bardzo widzę sens ich organizowania i w sumie mało to mnie interesuje. Przy tego typu rozważaniach lubimy dyskutować o etyce, o moralności, o obowiązku rodzicielskim, ale uważam, że tak na prawdę chodzi głównie o pospolite zniesmaczenie sąsiadujące z nietolerancją, która jest spokrewniona z egoizmem, przy czym ten ostatni bywa najgorszym towarzyszem człowieka. Własny brak tolerancji próbowaliśmy usprawiedliwiać medycyną, a gdy ta okazała się bezsilna, religią i błędnie rozumianym „Prawem Bożym”.

Od ponad wieku psychiatrzy zastanawiają się skąd bierze się homoseksualizm. Po opracowaniu rozmaitych teorii specjaliści doszli ostatecznie do wniosku, iż pożądanie osobnika tej samej płci nie może być traktowane jako patologia, czyli coś nienormalnego, innymi słowy odbiegające od norm, gdyż samo już ustalenie tych norm wydaje się niemożliwe, a w każdym razie jest bardzo trudne: czy skupić się na samych pragnieniach, czy na przeżywaniu doznań? Czy homoseksualistą jest już osoba posiadająca swoiste fantazje seksualne, czy staje się nią dopiero w trakcie współżycia? Nasuwa się też kolejna myśl związana z homoseksualizmem „sytuacyjnym”, różniącym się od homoseksualizmu, który moglibyśmy nazwać „prawdziwym” (niepozostawiającym żadnych wątpliwości) tym, iż dotyczy okoliczności, w których partner seksualny odmiennej płci nie był dostępny, np. w więzieniach. Czy heteroseksualny na wolności mężczyzna współżyjący z kolegą z celi jest gejem? Trudno to określić, chociaż część psychiatrów na pewno stwierdzi, że tak. W medycynie pojawiła się również pojęcie „trzeciej płci”. W książce pt. „Wprowadzenie do psychologii LGB” autorstwa Grzegorza Iniewicza, Magdaleny Mijas i Bartosza Grabskiego (wyd. Continuo, 2012 r.) możemy przeczytać, iż „w myśl tej koncepcji osoby homoseksualne, u których cechy męskie przemieszane są z kobiecymi, tworzą odrębną płeć. Podejmowano badania zmierzające do określenia typu ciała, jaki wiąże się z obecnością homoseksualnych zachowań. Zwracano przy tym uwagę na cechy uznawane za typowo kobiece – takie jak szeroki pas biodrowy, wąski pas barkowy, smukłość kończyn, szyi, delikatność rysów twarzy u homoseksualnych mężczyzn, a za typowo męskie – wąskość bioder i szerokość barków, solidny kark i kończyny, mocno zarysowaną żuchwę u homoseksualnych kobiet.” Rozmyślania psychiatrów nie doprowadziły jednak do żadnych wniosków, które mogłyby wyjaśnić skąd bierze się badany popęd seksualny. Wygląda na to, że homoseksualizm nie ma podstaw w budowie ciała ludzkiego, a jego geneza mieści się w umyśle. Niniejszą problematyką zajmował się także Zygmunt Freud (ur. 1856, zm. 1939), który uważał, iż wszystko zależy od psychiki, ale i wychowania, którym można wyprzeć „nieodpowiednie” zachowanie. Równocześnie w liście napisanym w 1935 roku do pewnej zatroskanej matki homoseksualisty, austriacki lekarz wskazuje na niemożliwość dokonania zmian w jego orientacji seksualnej poprzez psychoterapię: „Homoseksualizm nie jest rzecz jasna jakąś specjalną zaletą, jednakże nie jest niczym, czego można by się wstydzić, nie jest wadą, nie jest degradacją, nie można go sklasyfikować jako chorobę”.

Medycyna nie potrafi wyjaśnić skąd biorą się tendencje homoseksualne. Nie można też mówić o dziedziczeniu genetycznym. W wielu „normalnych” rodzinach zdarzają się przypadki gejów, albo lesbijek, nawet wśród rodzeństwa wychowywanego w identycznych warunkach, w tym samym czasie. Skoro konwencjonalna nauka nie udziela odpowiedzi, skupmy się na moment na argumentacji filozofii spirytystycznej zanim przejdziemy do kwestii etycznych. Według spirytyzmu każdy człowiek jest duchem, który przybrał materialną powłokę, aby w aktualnym życiu zbierać rozmaite doświadczenia, rozwijać własną inteligencję i pracować nad swoim rozwojem. Inkarnujemy się wielokrotnie w różnych środowiskach, w różnych okolicznościach, w różnym towarzystwie – uczymy się, stajemy się coraz mądrzejsi i coraz bardziej doświadczeni. Wszystkie wcielenia mają na celu poznanie trudów egzystencji, abyśmy byli wszechstronni i moralnie doskonali. Duch, aby móc doświadczyć życia w jego pełnej okazałości nie może przybierać ciała tylko jednej płci. Mężczyzna np. nie jest w stanie zrozumieć czym jest ciąża, bóle menstruacyjne, czy poród. Nierzadko problemy społeczne, jakie analizujemy, przeglądając karty historii, również w większej mierze dotyczą słabej płci. Z drugiej strony skąd istota duchowa żyjąca tylko w kobiecym ciele miałaby poznać smak władzy, uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie i generalnie wszystkiego, z czego na przestrzeni wieków korzystali wyłącznie panowie? Wniosek z tego taki, że bezpłciowy duch, aby stać się doskonałym, potrzebuje przyjąć obie role. Po serii reinkarnacji jako kobieta zaczyna rodzić się w męskim ciele, ale psychika nie ulega natychmiastowej zmianie. Wiemy to, gdyż, aby dokonać w „człowieku” zmian moralnych, czasami potrzeba mu nawet kilku, lub więcej wcieleń. Mentalność ewoluuje, tak więc gej jest wcielonym duchem, który jeszcze nie tak dawno żył w ciele kobiety, a lesbijka, w ciele mężczyzny. Zachowania homoseksualne powoli zanikają wraz z rosnącą liczbą reinkarnacji w ciele tej samej płci.

Wszyscy podlegamy prawom natury, jakie w praczasach zostały ustalone przez Stwórcę i nie ma powodu, aby sądzić, że homoseksualizm jest wynaturzeniem. Według spirytyzmu jest to zupełnie normalne zjawisko psychologiczne pochodzące od Boga w takim samym stopniu, jak cała reszta otaczającego nas świata. Temu stanowisku nawet Kościół Katolicki się nie sprzeciwia dopóki nie dotykamy tematu współżycia. Stanowisko prokreacjonistów wydaje się być najsilniejszym argumentem w dyskusjach przeciwko związkom homoseksualnym. Według zwolenników tego poglądu osoby tworzące parę powinny być w stanie spłodzić potomstwo, więc musi to być kobieta i mężczyzna, przy czym, w przypadku katolików jest to wskazane jedynie po zawarciu związku małżeńskiego. Jak w takim razie powinno się traktować pary heteroseksualne, gdzie jedna z osób jest bezpłodna? Czy mielibyśmy prawo przekreślać ich szczęście? Chyba nikt nie odmówiłby im przyzwolenia społecznego do tworzenia wspólnego ogniska domowego. Później pozostaje już tylko sex, jako sposób wyrażania siebie, sposób komunikacji, język ciała i zwierzęce pożądanie, jeśli zbliżeniu nie towarzyszą głębsze uczucia, tak w przypadku homoseksualistów, jak i heteroseksualistów. Tu zaczynamy ocierać się o przedmiotowe traktowanie człowieka, czyli utylitaryzm. Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności” przestrzega przed wykorzystywaniem partnera seksualnego, jako środka do realizacji własnych celów. Przyszły papież twierdził, iż akt seksualny powinien mieć podłoże duchowe, gdzie wszystko sprowadza się do intencji partnerów (współmałżonków). Redukowanie siebie nawzajem do „przedmiotu użycia” jest sprzeczne z pojęciem szacunku, który należy się każdemu człowiekowi, jako istocie duchowej pochodzącej od Boga. Spirytyzm postrzega tę kwestię troszeczkę inaczej, choć w zasadniczej części jest zgodny z doktryną katolicką. Akt seksualny jest obszarem do głębokiej komunikacji pomiędzy mężczyzną i kobietą, i zaspokaja dążenie do doświadczania bliskości i jedności z partnerem, ale nie koniecznie z mężem, czy z żoną. Filozofia duchów naucza, iż w związku najważniejsze jest uczucie, które stanowi swoiste spoiwo łączące dwie odrębne i niezależne osoby w „jedno ciało”. Gdy miłość się kończy, związek duchowy przestaje istnieć nawet, jeśli dokumenty w Urzędzie Stanu Cywilnego wskazują na coś innego. Nie namawiam tutaj jednak do dokonywania zdrady małżeńskiej, która w świetle filozofii spirytystycznej wydaje się być ewidentnym egoizmem. W przypadku bezuczuciowego aktu seksualnego może pojawić się brak szacunku do partnera, poniżanie go i generalnie moralne upodlenie. Są to rzeczy, których trzeba unikać w każdym aspekcie życia, i które w równym stopniu dotyczą hetero i homoseksualistów. Nie można wykluczyć, iż w związku dwóch mężczyzn, lub kobiet zaistnieje prawdziwa więź duchowa. Naturalnie, jeżeli w relacji homoseksualnej główną rolę odgrywają zmysły, jest ona na równi niezgodna z Bożym prawem, co związek heteroseksualny, który bazuje na podobnych celach. Z kolei brazylijskie medium spirytystyczne Divaldo Franco uważa, że homoseksualizm „to jest miłość, która posunęła się o jeden krok za daleko”, czyli podobnie jak Watykan sugeruje on wstrzemięźliwość w związkach osób tej samej płci. Na tę opinię może mieć wpływ między innymi fakt, iż z medycznego punktu widzenia współżycie homoseksualne może być dla człowieka bardzo szkodliwe, zwiększa ryzyko pojawienia się różnych chorób i doprowadza do fizycznego uszkodzenia organów wewnętrznych. James Goedert w „Spectrum of AIDS-associated malignant disorders” podaje, że „stosunek analny naraża też mężczyzn na znacząco zwiększone ryzyko raka odbytu. Rak odbytu jest wynikiem infekcji pewnymi typami wirusa brodawczaka ludzkiego, znanego jako kancerogen. Dane z roku 1989 wykazały, że procent zachorowań na raka odbytu w populacji homoseksualnej jest dziesięciokrotnie wyższy niż w heteroseksualnej, co więcej – nadal wzrasta. Dlatego rozpowszechnione występowanie raka odbytu wśród gejów budzi wiele obaw. Dla osób mających AIDS ryzyko wzrasta dwukrotnie.” Inne wielkie medium zza oceanu Chico Xavier (ur. 1910, zm. 2002) wypowiadając się na temat współżycia wyjaśnił, że Bóg obdarował człowieka odpowiednimi organami po to, aby ten korzystał z nich z odpowiednim umiarem. 

Naczelne hasło spirytyzmu mówi, iż „bez miłosierdzia nie ma zbawienia”, a przecież miłosierdzie wiąże się z miłością i z wszystkim tym, co jeden człowiek może ofiarować drugiemu. Cała reszta nie ma już tak dużego znaczenia, ale mówiąc „miłość” nasuwa się także słowo „odpowiedzialność” za drugiego człowieka, za życiowego partnera, lub partnerkę i odrzucenie utylitaryzmu. W książce Divaldo Franco p.t.: „Żyć szczęśliwie”, podyktowanej z zaświatów przez ducha Joanny de Angelis, spisanej pismem automatycznym (channeling) czytamy: „Podejmuj zawsze taką decyzję, która spowoduje najmniejsze straty dla ciebie i twojego bliźniego. Zanim podejmiesz zobowiązanie, zastanów się nad ewentualnymi konsekwencjami, a łatwiej będzie ci wybrać te, które zapewnią ci bardziej owocną przyszłość. Zawsze, kiedy pewne korzyści dla ciebie stanowić będą szkodę dla innych, wyrzeknij się ich, bo nikt nie może być szczęśliwy, gdy buduje swoją radość na nieszczęściu bliźniego...”

Pomijając ewentualne wzajemne narażanie się partnerów homoseksualnych na groźne choroby warto zastanowić się nad tym, że wielu z nich jest znacznie pozytywniej nastawionych do ludzi, niż hetero. Często są bardziej uczynni, uśmiechnięci, tolerancyjni, kreatywni na rzecz innych. Oczywiście homoseksualiści nie zawsze są aniołkami, ale jest to kwestia indywidualnego wyboru każdego człowieka, zaakceptowania we własnym życiu dobra lub jego odrzucenie. Konsekwencje takiego wyboru są szczególnie widoczne w sytuacji, gdy para homoseksualna pragnie adoptować dziecko – kolejny długi temat. Świadome zaburzenie wizji rodziny i świata u młodej, bezbronnej osoby, w warunkach dalece odbiegających od naturalnego porządku rzeczy zakrawa na krzywdzenie drugiego człowieka. W takiej sytuacji należy poważnie zastanowić się, czy motorem działań konkretnych par homoseksualnych dążących do adopcji jest dobro dziecka, czy może egoistyczna chęć zaspokojenia własnych ambicji.