Klerykalne manipulacje - czy spirytyzm jest sektą?

zwolinski-kontaktyNie sposób przejść obojętnie koło książki o kontaktach ze zmarłymi szczególnie, gdy napisał ją jakiś ksiądz. Jednym z nich jest Andrzej Zwoliński, który ma na swoim koncie wiele pozycji omawiających temat życia po śmierci. Jako duchowny cieszy się w tej kwestii autorytetem nie tylko wśród swojej owczarni, ale i studentów oraz kolegów po fachu. Twórczość literacka księdza charakteryzuje się nie tylko przystępnym językiem, ale także zręczną manipulacją.

Kiedyś miałem okazję popełnić krótki felieton na temat książki ks. Zwolińskiego p.t.: „Wywoływanie duchów”, gdzie autor zgrabnie próbował łączyć autentyczne elementy filozofii spirytystycznej z wypaczonymi przez tradycję chrześcijańską stereotypami. Fragmenty szeroko pojmowanej ezoteryki, spirytyzmu, okultyzmu i magii ksiądz wrzuca do jednego worka, tworząc miksturę, z której – de facto – nic autentycznego nie wynika. Prawdę powiedziawszy nie do końca rozumiem skąd bierze taka postawa. Zapoznanie się z chociażby jednym tylko, podstawowym zbiorem zasad spirytystycznych, z „Biblią” spirytystów – „Księgą Duchów” Allana Kardeca, powinno naprowadzić – według mnie – autora „Kontaktów ze zmarłymi” na inne tory rozumowania. Profesor w habicie próbuje walczyć ze spirytyzmem na gruncie logiki i rozumu zamiast skupić się na kwestii wiary, która to – jak sądzę – powinna być wyznacznikiem dla prawdziwego chrześcijanina. Według mnie to jest błąd, gdyż filozofię Duchów charakteryzuje jednolitość i naukowość, choć zdajemy sobie sprawę z tego, iż wciąż stosunkowo mało wiemy o świecie niewidzialnym.

Ks. Andrzej pisze bardzo przyjemnie. Pomijając sprawy, które powyżej nadmieniłem chętnie poleciłbym „Kontakty ze zmarłymi” wszystkim amatorom teorii eschatologicznych. Przez kolejne stronice przewija się wiele wyjaśnień na temat śmierci pochodzących z różnych publikacji, nie tylko chrześcijańskich autorów. Dowiadujemy się, w jaki sposób „niebo” czy „piekło” były postrzegane w rozmaitych kulturach i wierzeniach – prawdziwa wiedza w pigułce. Moją wątpliwość budzi jednak stale powracające i dręczące mnie pytanie: skoro w rozdziale p.t. Kontakt z duchami autor dopuścił się jawnej manipulacji, łącząc ze sobą prawdę i mit, wmawiając czytelnikowi, że tak wygląda spirytyzm to, co jest, lub nie jest autentyczne w kolejnych rozdziałach, których nie czuję się na siłach zweryfikować?  W chwili obecnej od wydania „Wywoływania duchów” minęło kilka wiosen i chcąc wyrazić opinię na temat kolejnej książki „Kontakty ze zmarłymi” (wyd. 2013 rok), będę musiał powtórzyć niektóre treści z felietonu sprzed dwóch lat, który ukazał się na łamach kwartalnika „Spirytyzm” (wyd. „Rivail”) Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych.  

Ks. Andrzej Zwoliński kilkakrotnie porównuje spirytyzm do sekty. Jest to dosyć powszechna tendencja w naszym kraju. Bez głębszego zastanowienia sektą często nazywamy wszystko to, co kojarzy się z wiarą, ale nie jest jedną z trzech największych religii świata: judaizmem, chrześcijaństwem czy islamem.

Leksykon Religioznawczy (nr. 1/2, 187-188, 1998) podaje, iż według definicji socjologicznej i religioznawczej „sekta jest grupą wyznaniową o stosunkowo małej liczbie członków powstałej poprzez wyodrębnienie z macierzystego kościoła, jako efekt protestu religijnego wobec istniejącej już doktryny i kultu, ewentualnie organizacji”. Według tej definicji spirytyzm nie spełnia podstawowego kryterium by zaliczać go so sekt, ponieważ filozofia duchów narodziła się niezależnie od jakiegokolwiek dogmatu religijnego, mimo, iż jest bardzo zbliżona do ideologii chrześcijańskiej.

Według definicji socjologicznej i religioznawczej cechy sekt to:

1) Silna izolacja od środowiska zewnętrznego (brak zainteresowania zmianami zewnętrznej rzeczywistości)…

Filozofia spirytystyczna przestrzega przed izolacją. Według jej zasad człowiek jest istotą społeczną, do rozwoju której niezbędny jest kontakt z drugim człowiekiem. Każda osoba ma obowiązek pracować na rzecz innych.

2) Odrębność aksjologiczno-światopoglądowa i normatywna…

Spirytyzm wyznaje te same wartości, jakie można znaleźć w „Nowym Testamencie”, więc nie odbiegają od norm przyjętych w naszym rejonie geograficznym.

3) Autorytarne przywództwo…

Oczywiście każda organizacja musi mieć swojego przedstawiciela bądź prezesa, więc i stowarzyszenia spirytystyczne nie są od tego wolne, ale nie ma mowy o autorytarnym przywódcy duchowym. Wśród spirytystów są np. wielkie media cieszące się dużym autorytetem i szacunkiem, lecz najczęściej nie sprawują one żadnych ważnych funkcji administracyjnych. Ich popularność wynika nierzadko z dużego zaangażowania w przedsięwzięcia charytatywne oraz pracy na rzecz rozwoju i propagowania spirytyzmu. 

4) Fanatyzm członków oraz silny konformizm członków…

Fanatyzm wiąże się z zaślepieniem i brakiem otwartości na drugiego człowieka, co także jest sprzeczne z najważniejszymi zasadami zebranymi w „Księdze Duchów” Allana Kardeca. Miłość do bliźniego bezapelacyjnie wiąże się z akceptacją odmienności jego charakteru czy poglądów.
W Słowniku Socjologicznym (Toruń 1997) znajdujemy także inne charakterystyki sekty:

5) Niezależność…

Filozofia spirytystyczna, jako taka, jest niezależna, lecz nie dotyczy to samych spirytystów, wśród których znajdujemy osoby o zróżnicowanych poglądach – skąd często biorą się drobne rozbieżności w interpretacji niektórych wartości spirytystycznych. Nie powoduje to jednak wykluczenia z organizacji spirytystów czy ich izolacji.

6) Silne, wewnątrz-organizacyjne zespolenie…

Spirytyści wspierają się, ale wynika to raczej z wzajemnych sympatii i więzi międzyludzkich, które powstają w wyniku organizowania wspólnych akcji różnego rodzaju, realizacji wspólnych celów, niż jakichś zapisów statutowych lub tzw. „niepisanego prawa”.

7) Sformalizowane zasady członkowstwa oraz struktura hierarchii…

Ten punkt jest charakterystyczny dla większości, jeśli nie wszystkich organizacji społecznych w naszym kraju. Nie istnieje jednak formalny dokument uprawniający do nazwania kogoś spirytystą. Spirytystą albo się jest, albo nie, co wynika jedynie z wyznawanych poglądów. Allan Kardec wyodrębnił w „Księdze Duchów” trzy kategorie spirytystów, w skrócie: świadomi, niepraktykujący i nieświadomi. Spirytysta „świadomy” to ten, który zna filozofię duchów i praktykuje ją; „niepraktykujący”, czyli osoby znające teorię spirytystyczną, lecz niewcielające jej w życie i na końcu „nieświadomy”, czyli żyjący według zasad spirytystycznych bez znajomości kodeksu moralnego spisanego w literaturze spirytystycznej.

Z definicji prawnej Rezolucji Parlamentu Europejskiego w Sprawie Ruchów Kultowych w Europie (Dokument 1-47/84, 2 kwietnia 1984) dowiadujemy się również, że „za sektę można uznać każdą grupę, która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków, która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny”. Jak już wyżej wspomniałem organizacje spirytystyczne nie posiadają „silnie rozwiniętej struktury władzy”. Filozofia łącząca spirytystów kładzie duży nacisk na działania charytatywne oraz rozpowszechnianie wiedzy o świecie niewidzialnym poprzez wszelakie wydawnictwa i na tym właśnie, w głównej mierze, skupiają się rzeczywiste działania spirytystów. Jako przykład z górnej półki warto podać wielkie centrum pomocy biednym dzieciom w Salvadorze zainicjowane i prowadzone przez medium Divaldo Franco. Jest to instytucja wspierająca tysiące dzieci z ubogich rodzin, bądź sierot. Polscy spirytyści na przestrzeni ostatnich lat regularnie wspierali materialnie bezdomnych, domy dziecka, organizacje pożytku publicznego – także finansowo – oraz nieustannie zajmują się popularyzowaniem literatury spirytystycznej poprzez wydawnictwo „Rivail” i strony internetowe www.spirytyzm.pl oraz www.spirytyzm.com (www.forum.spirytyzm.pl). Tego rodzaju działalność niewątpliwie ma wpływ na „na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo” lecz nawet w najmniejszym stopniu nie jest on destrukcyjny. „Altruizm kończy się tam, gdzie zaczyna brakować sił” – zdrowy rozsądek przy udzielaniu pomocy innym jest tu pożądany, a chęć naciskania na innych by zmienili swoje poglądy na rzecz spirytyzmu jest ganiona.

Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce przygotowany przez Międzyresortowy Zespół do Spraw Nowych Ruchów Religijnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych opublikowany w sierpniu 2000 roku podaje również, że do grupy działań charakterystycznych dla sekt należy zaliczyć:

8. Znęcanie się fizyczne i psychiczne nad uczestnikami grupy…

Spirytyzm zakazuje jakiegokolwiek krzywdzenia ludzi.

9. Wykorzystywanie seksualne uczestników…

Oczywiście wykorzystywanie seksualne, podobnie jak znęcanie się fizyczne także jest sprzeczne z kodeksem moralnym zawartym w „Księdze Duchów”.

10. Bezprawne zatrzymywanie, niewolnictwo…

Ograniczanie swobód, czy wolności, nawet poprzez psychologiczną manipulację jest niezgodne z zasadą miłosierdzia. Nie można kochać człowieka równocześnie unieszczęśliwiając go w taki sposób.

11. Zachęcanie do działań agresywnych…

Filozofia spirytystyczna karci agresywne zachowanie. Wielu spirytystycznych pisarzy często przywołuje przekazy z zaświatów, gdzie Duchy namawiają do praktykowania nieograniczonego miłosierdzia i wyrzekania się negatywnych myśli, a tym bardziej zachowań.

12. Propagowanie ideologii rasistowskiej…

Prawdziwego spirytystę cechuje otwartość, tolerancja i zrozumienie dla każdego człowieka. Bez tych elementów trudno jest mówić o miłosierdziu. Wszystkich ludzi inkarnują dusze stworzone przez jedynego Boga, więc wszyscy jesteśmy duchowymi braćmi – nikt nie jest lepszy i nikt nie jest gorszy, choć znajdują się na różnych szczeblach rozwoju.

13. Oszustwa podatkowe, nielegalny obrót pieniędzmi, przemyt broni i narkotyków…

Mimo, iż spirytyzm nie wywodzi się z doktryny chrześcijańskiej, całkowicie jest zgodny z pewnymi słowami zapisanymi w „Nowym Testamencie”: „Co boskie Bogu, a cesarskie cesarzowi”. Handel bronią i narkotykami – rzecz jasna – także kłuci się z etyką spirytyzmu, gdyż te praktyki wiążą się ze świadomym unieszczęśliwianiem istoty ludzkiej.

14. Pogwałcenie prawa do pracy…

Filozofia spirytystyczna jest w tym punkcie jednoznaczna: człowiek powinien pracować, jeśli jego stan zdrowia mu na to pozwala. Każdy powinien służyć każdemu. Pasożytowanie, wysługiwanie się innymi, czy życie w odosobnieniu jest stratą cennego czasu, ofiarowanego nam w aktualnym wcieleniu, by posunąć do przodu swój rozwój osobisty, intelektualny i moralny. Praca – według spirytyzmu – wzbogaca człowieka i jest konieczna do prowadzenia dobrego życia. 

15. Nielegalne praktyki medyczne…

Tu jestem zmuszony przyznać jeden punkt przeciwnikom spirytyzmu. W różnych częściach świata spirytyści rzeczywiście przeprowadzają na masową skalę nieuregulowane prawnie parapsychologiczne zabiegi medyczne. Nawet ks. Andrzej Zwoliński napisał: „Uzdrowiciele ci bez medycznego wykształcenia i bez odpowiednich narzędzi, często posługując się „zardzewiałym nożem” i znajdując się w stanie transu, dokonują skomplikowanych zabiegów chirurgicznych, a niepowodzeń jest zaskakująco niewiele.” („Kontakty ze zmarłymi”, wyd. Petrus, 2013 rok, str.86)

16. Nakłanianie osób nieletnich do składania ślubów religijnych wpływających w zasadniczy sposób na ich przyszłość…

Spirytyzm nie uznaje obrzędów, a zmuszanie kogokolwiek do działania wbrew swojej woli, nawet pod wpływem manipulacji ideologicznej, jest potępiane.

17. Żądanie natychmiastowego zaangażowania o charakterze finansowym czy osobistym bez możliwości spokojnego i rzeczowego namysłu oraz oczekiwanie od potencjalnych członków stałych zobowiązań finansowych…

Manipulacja, chęć czyjegoś wykorzystania czy – ogólnie mówiąc – świadome działanie na szkodę drugiego człowieka jest karcone w komunikatach przekazywanych z zaświatów, zebranych w literaturze spirytystycznej. Spirytyści nie uznają takich metod przyjmowania nowych członków w szeregi np. stowarzyszeń.

18. Niszczenie dokumentów tożsamości i innych dokumentów osobistych członków, uniemożliwianie meldunku, zatajanie przed władzami administracyjnymi informacji co do miejsca zamieszkania czy pobytu członka…

Ten punkt można zaliczyć do „ograniczania swobód” i w zasadzie, w celu uniknięcia powtórzeń, mógłbym go pominąć, jednak chciałbym podkreślić, że spirytyści nie ograniczają praktykowania miłosierdzia jedynie do członków swoich organizacji. Stosowanie tej zasady dotyczy wszystkich, także wobec rodzin spirytystów, którzy wcale nie muszą zgadzać się z założeniami podyktowanymi przez Duchy. Spirytysta nie ma prawa świadomie unieszczęśliwiać bliźnich.

19. Zmuszanie dzieci członków do rezygnacji z konwencjonalnych form wykształcenia (obowiązek szkolny)...

W „Księdze Duchów” Allana Kardeca jest krótki fragmencik poświęcony rozpowszechnianiu filozofii spirytystycznej wśród dzieci, gdzie stanowczo odradza się poruszania kwestii duchów i życia po śmierci z najmłodszymi członkami rodziny, by nie wpłynęły destrukcyjnie na delikatny umysł dziecka i jego bujną wyobraźnię. Natomiast, jeśli chodzi o edukację w ogóle, to rzeczą oczywistą jest, że skoro – z punktu widzenia spirytyzmu – człowiek jest istotą społeczną, to powinien on dorastać i żyć w społeczeństwie. Ważne jest, aby wykształcić w młodym człowieku otwartość umysłu, by w dorosłym życiu nie zamykał się w którejś z „jedynie słusznych ideologii”, co mogłoby prowadzić do fanatyzmu i pogardy dla ludzi innych ras bądź narodowości. 

Jak widać spirytyzm w bardzo małym procencie spełnia kryteria pozwalające nazwać go „sektą”. Oczywiście na całym świecie można zaobserwować różne odłamy spirytyzmu, w mniejszym bądź większym stopniu oddalające się od pierwotnej formy i treści, gdzie dzieła Allana Kardeca stanowią absolutną podstawę. Czasami mówi się nawet o „kościele spirytystycznym” łączącym elementy doktryny chrześcijańskiej i filozofii spirytystycznej. Tak więc, ks. Zwoliński, który nie jest dyletantem w swojej branży, zapewne świadomie używa potocznego znaczenia słowa „sekta” do określania spirytyzmu, by nadać filozofii duchów pejoratywny wydźwięk, jak wykazałem, niesłusznie.

Katechizm Kościoła Katolickiego, na który powołuje się duchowny także podaje błędną, gdyż potoczną definicję spirytyzmu, informując wiernych, że „spirytyzm pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich.” (Katechizm Kościoła Katolickiego, wyd. Pallottinum, 1994 rok, str.487). Filozofia spirytystyczna także wyrzeka się wróżbiarstwa i – co ciekawe – logika, którą kierują się badacze komunikatów z zaświatów nie pozwala również na zaakceptowanie magii jako elementu mającego wpływ na świat (nie tylko materialny). Uniwersalny słownik j. polskiego podaje, iż „magia” to ”ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu mocy nadprzyrodzonych, które można opanować i wywoływać za pomocą zaklęć, obrzędów i czarów.”(wyd. PWN, 2003 rok). W spirytyzmie nie ma czegoś takiego jak zaklęcia, obrzędy i czary. Jedyną formą kultu jest indywidualna i emocjonalna modlitwa do Boga z prośbą o wsparcie, bez żadnych określonych reguł. Spadkobiercy Kardeca wierzą, że wszystko, co nas otacza opiera się na zwyczajnych prawach natury ustanowionych przez Boga. Szkopuł w tym, że ludzkość wszystkich tych praw jeszcze nie poznała, więc dziwne i niewytłumaczalne zjawiska często nazywa „magią”.

W „Księdze Mediów” czytamy: „manifestacje Duchów nie służą przepowiadaniu przyszłości. Gdy uporczywie domagacie się jakiejś odpowiedzi, to udzieli jej wam Duch-żartowniś […] Może się zdarzyć, że jakiś Duch przewiduje sprawy, uznając za potrzebne ich ujawnienie, czy które ma za zadanie wam ujawnić…” (Księga Mediów, wyd. Kos, 2003 rok, str.393). W literaturze spirytystycznej znajdujemy wiele ostrzeżeń przed nieodpowiednim wykorzystywaniem zdolności mediumicznych. Ks. Andrzej Zwoliński w „Kontaktach ze zmarłymi” ku przestrodze cytuje psychologa prof. Bendera: „Tysiące ludzi opiera swe nadzieje na zwodniczych stwierdzeniach ludzi praktykujących spirytyzm i w konsekwencji tego stają się uzależnieni od porad, które ci otrzymują od „drugiej strony”. Mam sporą liczbę pacjentów, którzy cierpią na poważne zaburzenia psychiczne spowodowane paraniem się takimi praktykami”. (Kontakty ze zmarłymi, wyd. Petrus, str.82).

Tutaj jako kontrargument warto wspomnieć o opętaniach – temat, przy którym spirytyści bynajmniej nie nabierają wody w usta. Kardec w „Księdze Mediów” podzielił opętania na trzy kategorie: opętanie zwyczajne, fascynację, zawładnięcie. Dzisiaj interesuje nas „fascynacja”, ponieważ jest to rodzaj zniewolenia zdarzający się dosyć często, nie jest spektakularny i przez to lekceważony.  Do tego rodzaju zawładnięcia dochodzi, gdy medium lub uczestnicy seansów spirytystycznych w pewnym momencie zostają pozbawieni umiejętności krytycznego oceniania uzyskiwanych komunikatów i nawet najśmieszniejsze treści zaczynają traktować bardzo poważnie. Główną rolę zajmują tu duchy nisko rozwinięte, charakteryzujące się sprytem, podstępem, obłudą i inteligencją. Istoty te obawiają się ludzi trzeźwo myślących, niedających się omamić pięknymi słowami, komplementami, bądź przypadkowo trafionymi przepowiedniami.

Zdecydowanie wskazane jest, aby osoby o słabej psychice unikały udziału w seansach spirytystycznych, a kontakty z zaświatami ograniczały do modlitwy. Literatura spirytystyczna wskazuje na przypadki pojawienia się zaburzeń psychicznych u niektórych amatorów spirytyzmu oraz opętania, które przez lekarzy psychiatrów są diagnozowane, jako choroby. Błędem byłoby jednak sądzić, że tylko spirytyści cierpią na choroby umysłowe. Dr Alexander Moreira de Almeida wraz ze swoim zespołem przebadał w Brazylii 115 mediów spirytystycznych kierujących się zasadami nakreślonymi przez Kardeca półtora wieku wcześniej. Elaine Vieira i Mado Martinez w artykule p.t. „Mediumizm w laboratorium” (Spirytyzm, nr 3 (11) / 2012, wyd. Rivail, str.82) opisując pracę dr Almeida podają, iż „badacze doszli do wniosku, że większość mediów rozwinęła swoje zdolności mediumiczne w okresie dzieciństwa, a także wykazała się wysokim poziomem społeczno-edukacyjnym. Ponadto, odkryto bardzo niski poziom zaburzeń psychiatrycznych wśród mediów. Tak więc media, które tak często były naznaczone jako „szalone”, okazywały się być osobami pozbawionymi jakichkolwiek problemów psychologicznych i obdarzonymi wysokim poziomem wykształcenia.”

Aby „zilustrować” powyższe wnioski pragnę dorzucić do szacownego grona „szaleńców” zajmujących się spirytyzmem kilka znanych nazwisk:

- Victor Hugo – francuski pisarz i bardzo wpływowy, szanowany działacz,
- Camille Flamarion – francuski pisarz, wybitny popularyzator astronomii, założyciel obserwatorium w Juvisy pod Paryżem,
- Charles Richet – francuski fizjolog, immunolog, laureat Nagrody Nobla za prace nad anafilaksją,
- Maria Skłodowska-Curie – polska laureatka Nagrody Nobla za osiągnięcia naukowe w dziedzinie fizyki,
- William Crookes – angielski fizyk i chemik, odkrywca talu i toru 234,
- Napoleon III Bonaparte – prezydent Francji,
- Arthur Conan Doyle –  angielski pisarz, twórca Sherlocka Holmsa,
- Józef Piłsudski – Naczelnik Państwa Polskiego w latach 1918-22,
- Abraham Lincoln – 16. prezydent USA.

Joel Martin i William J. Birnes w książce p.t.: „Duchy Białego Domu” opisali wiele ciekawych historii dotyczących obecności spirytyzmu w jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków na świecie.  Dowiadujemy się m.in., że Martha Washington była spirytystką, podobnie jak Jane Pierce, Mary Lincoln i Eleanor Roosvelt. W dziewiętnastym wieku w murach Białego Domu przeprowadzono wiele seansów. Co najmniej trzech prezydentów i sześć pierwszych dam konsultowało się prywatnie w którymś momencie swojego pobytu w Waszyngtonie z osobą o zdolnościach parapsychologicznych, medium czy też astrologiem. Pierwsza dama Jane Pierce, żona Franklina Pierc’a, próbowała za pośrednictwem medium nawiązać kontakt ze zmarłym synem. Podobnie zachowywała się Mary Todd Lincoln – zagorzała zwolenniczka spirytyzmu – pragnąc uzyskać wiadomości od dwójki swoich nieżyjących dzieci. Jej mąż, prezydent Abraham Lincoln , obdarzony chyba największymi zdolnościami parapsychologicznymi wśród wszystkich amerykańskich prezydentów , doświadczył najsłynniejszego przeczucia w historii Stanów Zjednoczonych, kiedy to przewidział zamach na siebie, ujrzawszy we śnie własne ciało leżące w trumnie. Lincoln nigdy nie wypierał się swojej fascynacji paranormalnym. Na pewno między rokiem 1862 a 1865 w Białym Domu zorganizowano wiele seansów spirytystycznych, w których brał udział prezydent. Niektóre z nich miały utwierdzić Lincolna w przekonaniu, że ogłoszenie Proklamacji Emancypacji jest rzeczą słuszną. W trakcie jednego z seansów uzyskał zapewnienie, że podpisanie dokumentu uwalniającego niewolników przeważy szalę zwycięstwa w wojnie domowej na stronę Unii, co – jak pokazuje historia – było prawdą.

Stefan Ossowiecki w książce p.t.: „Świat mego ducha” komentuje doświadczenia parapsychologiczne, które odbył z Józefem Piłsudskim. Badania dotyczyły głównie postrzegania pozazmysłowego, jasnowidzenia i telepatii. Mąż stanu sam wychodził z inicjatywą organizowania eksperymentów, które wykazały u niego umiejętność, np. pozazmysłowego słyszenia słów wypowiadanych w konkretnym momencie, przez konkretną osobę znajdującą się w bardzo oddalonym miejscu. Sprawy podobnie się miały w przypadku słowa pisanego.

Victor Hugo, pisarz, bardzo szanowany francuski działacz polityczny i społeczny nie stronił od udziału w seansach spirytystycznych. W „Opowieściach spirytystycznych” Przemysław Grzybowski napisał, że dużymi zdolnościami medialnymi obdarzony był także syn wielkiego pisarza Charles. Na wyspie Jersey, gdzie Hugo przebywał na wygnaniu, „większość komunikatów z zaświatów była przekazywana drogą ustną i pisemną […] trakcie jednego z seansów w roku 1854 doszło nawet do kompletnej materializacji, którą pisarz w swych wspomnieniach nazywa Białą Damą.” (Wyd. Kos, 1999 rok, str. 39)

Arthur Conan Doyle, twórca Sherlocka Holmsa, słynący z wielkiego zamiłowania do spirytysmu, studiowaniu którego poświęcił wiele lat i kilka swoich publikacji, pewnego letniego dnia 1927 roku, siedząc przed kamerą filmową powiedział: „40 lat minęło już od czasu napisania przeze mnie artykułu na ten temat, który ukazał się w czasopiśmie „Światło”, gdzie opowiedziałem o moich pierwszych obserwacjach [własnych doświadczeń parapsychicznych]. Przez te 41 lat nie zaprzepaściłem żadnej okazji żeby czytać, studiować i badać ten temat. […] Gdy stawałem się starszy, tematyka parapsychiczna nabierała większego znaczenia, a ja się nią coraz bardziej interesowałem. I muszę stwierdzić, że chyba przez większość mojego życia poszedłem bardziej w tym kierunku, niż w stronę literatury. […] Mogę spotykać się z ludźmi i starać się, aby zrozumieli, że to nie jest jakieś głupstwo, jak często się go przedstawia. To przecież tak naprawdę wielka filozofia, i jak myślę, podstawa wszystkich przemian religijnych w przyszłości rodzaju ludzkiego. Sądzę, że uczestniczyłem w spotkaniach z większą ilością mediów, dobrych i złych, a także przeciętnych, niż chyba ktokolwiek, a wszystko dzięki temu, że tak dużo podróżowałem po całym świecie. […] Pewni ludzie próbują podważyć moje zdanie, choć nie mają żadnego doświadczenia, mało czytali ani nie byli zapewne na żadnym seansie. Rozumiecie więc, że nie traktuję ich argumentów zbyt poważnie. Gdy rozmawiam na ten temat, nie mówię o czymś, w co wierzę, nie mówię o czymś, co myślę, mówię o czymś, co wiem. […] Mówię o rzeczach, których doświadczyłem, które widziałem…”

Jak widać, spirytyzmem zajmują się nie tylko „szaleńcy”, ale i osoby powszechnie szanowane, uważane za autorytety w dziedzinie nauki oraz polityki. Zastanawiające jest to, że pozytywna opinia noblistów o spirytyzmie nie jest traktowana z tą samą powagą, co wyniki ich badań z innych dziedzin, za które zostali nagrodzeni. Wyżej wymienione, bardzo znane osobistości są dowodem na to, że spirytyzm nie prowadzi do obłędu, jeśli jest odpowiednio wykorzystywany, a z całą pewnością nie zgłębiają go jedynie wariaci…

Każda źle kontrolowana aktywność człowieka, umysłowa, czy fizyczna, może pociągać za sobą przykre w skutkach konsekwencje. Nadmiar sportu nierzadko powoduje chorobę serca, a zbyt duży wysyłek umysłowy chorobę psychiczną (jak np. u Isaaca Newtona, lub Alberta Einsteina). Literatura spirytystyczna „głośno” mówi o niebezpieczeństwach związanych z organizowaniem seansów i przestrzega, więc nie można zarzucić spirytyzmowi – jako takiemu – wciągania w pułapkę. Kapłan w „Kontaktach ze zmarłymi” napisał: […] „mieszanie psychik” w kanałowaniu (piśmie automatycznym) jest niezwykle niebezpieczne dla zachowania wewnętrznej integracji tego, który „w transie zawiera w sobie ducha”. Duch może wówczas na stałe zamieszać w psychice człowieka” (str.82), natomiast w „Księdze Mediów” (wyd. Kos, 2003 r., str. 282) możemy przeczytać: „Zbyt długotrwałe wykorzystywanie jakiejkolwiek zdolności prowadzi do zmęczenia. W przypadku medialności szczególnie kłopotliwe są zdolności do wywoływania efektów fizycznych, obowiązkowo prowadzące do dużych wydatków fluidu, co wiedzie do zmęczenia, które odpoczynek jednak usuwa. […] W niektórych przypadkach byłoby rzeczą rozsądną, a nawet wskazaną powstrzymanie się od praktyki lub przynajmniej jej ograniczenie. Wszystko zależy od fizycznego i psychicznego stanu medium. […] Medialność nie prowadzi do obłędu, jeśli jego zaczątki nie występują wcześniej.”

W przypadku tematu seansów i wywoływania duchów, ks. Zwoliński po raz kolejny zniekształca spirytyzm, wrzucając go do wielkiego worka z etykietką „New Age” i poprzez nieskąpe sugestie przypisuje mu elementy „wiary” charakterystyczne dla niektórych wróżek i różnych grup ezoterycznych: „Nową formą spirytyzmu, praktykowaną w New Age, jest kanałowanie. […] Wyznawcy New Age twierdzą, że duch jest „zesłanym mistrzem”, który najprawdopodobniej osiągnął najwyższy poziom duchowej świadomości…” Ten sposób pojmowania kontaktów z zaświatami okazuje się dla spirytystów obcy. Choć stan rozwoju „dobrych duchów” przekazujących mediom komunikaty jest znacznie wyższy od naszego poziomu, spirytyści są przekonani, że do „najwyższego poziomu duchowej świadomości” jest tym duszom jeszcze bardzo daleko. Poza tym w literaturze tematu nie spotyka się takich zwrotów, jak „mistrz duchowy”. Spirytyści nie postrzegają istot niewidzialnych, jako nadzwyczajnych stworzeń, choć ezoterycy posiadają tę tendencję. 

Tradycyjnym argumentem przeciwko spirytyzmowi jest nawiązywanie do udowodnionej szarlatanerii i oszustw podczas seansów z wywoływaniem efektów fizycznych: „Historia praktyk spirytystycznych pokazuje np., że ludzie podający się za media, uciekali się podczas seansów w zaciemnionych pomieszczeniach do wielu sztuczek. M.in. wykorzystywali maski mające symbolizować zmaterializowane duchy, […] używali sznurków czy drutów przywiązanych do stołów i krzeseł, za pomocą których fałszowali efekty psychokinetyczne.” (Kontakty ze zmarłymi, wyd. Petrus, str.85) Z jednej strony argument wydaje się słuszny, chociaż ks. Andrzej sugeruje, iż wszystkie media są oszustami; lecz z drugiej strony na przestrzeni dwóch minionych wieków to właśnie spirytyści byli czołowymi demaskatorami oszustw, ponieważ to im najbardziej zależało na współpracy z autentycznymi i rzetelnymi mediami. Niestety nawet jedną z sióstr Fox, które w USA zainicjowały powstanie współczesnej nauki spirytystycznej, złapano na oszustwie po tym, jak płatne seanse stały się dla niej źródłem dochodu. Niejedno medium skończyło swoją karierę w podobny sposób. Ale czy po świecie stąpają tylko naciągacze? Czy kilku złych lekarzy może podważyć osiągnięcia medycyny? Dlaczego (pytanie retoryczne) przeciwnicy filozofii duchów w ogóle nie wspominają o tych przypadkach mediumizmu, gdzie nie wykryto szarlatanerii? Chęć podważenia wiarygodności badań świata niewidzialnego wydaje się tu większa, niż autentyczny zamiar zgłębienia i przebadania tematu w sposób możliwie naukowy. Chyba nie bez powodu przeciętny spirytysta wie o katolicyzmie więcej, niż przeciętny ksiądz o spirytyzmie. Rozumiem, że dla ateisty argumentem może być spreparowana zjawa, ale nie pojmuję, dlaczego duchowny sam sobie podcina gałąź, na której spoczywa cały reprezentowany przez niego dogmat? Skoro wszystkie media kłamią, co w takim razie zrobić z katolickimi świętymi, którzy doznawali objawień i dokonywali uzdrowień? Oni także posiadali zdolności medialne – jeden z najsłynniejszych to Ojciec Pio lub Solanus Casey, Św. Ludgarda z Aywières, Joanna D’Arc i wiele innych, lub najsłynniejszy Jezus Chrystus. Nie sięgajmy zbyt daleko, gdyż na przestrzeni chociażby ostatnich pięćdziesięciu lat, z przekazów ludowych opowiadanych przez naszych rodziców i dziadków w różnych częściach Polski, Europy (nie mówiąc nawet o świecie) wynika, iż manifestacje zmarłych wśród żywych nie należą do rzadkości. Aby to wiedzieć, nie trzeba być spirytystą.

Profesor Charles Richet, francuski noblista, który przez czterdzieści lat bacznie przyglądał się spirytystom oraz brał udział w licznych seansach mediumicznych, w swoim ostatnim uniwersyteckim przemówieniu przed przejściem na emeryturę wyraził się następująco: „Mamy tu całkiem nową, dopiero świtającą naukę, która otwiera przed nami nieograniczone horyzonty. Istnieją bowiem nadzwyczajne fakty, które nie budzą żadnej wątpliwości. Są to zjawiska nowe, nieoczekiwane, ale nie sprzeczne. Za niepojęte uważałbym, gdybyście wątpili w ich istnienie; stwierdziliśmy bowiem na podstawie licznych i niezbitych dowodów, że duch posiada tajemnicze zdolności, nam nieznane…”

Chciałbym także nawiązać do Tomasza z Akwinu. Według informacji, które ks. Zwoliński zawarł w „Kontaktach ze zmarłymi” św. Tomasz posiadał nadzwyczajną wiedzę na temat życia pozagrobowego - zaskakująco zgodną z przekonaniami spirytystów: „Jego zdaniem jest to możliwe (pojawianie się zmarłych) dzięki szczególnemu zezwoleniu Boga i dokonuje się przez działanie bądź aniołów lub demonów, bądź przez same dusze, które objawiają się w ciałach pozornych. Pisał on: „Dusze zmarłych mogą się troszczyć o sprawy żyjących […] Mogą też one znać sprawy żyjących nie przez siebie, ale przez dusze tych, co stąd do nich przychodzą, albo też przez aniołów lub szatanów, czy też przez objawienie Ducha Bożego”. Akwinata słusznie uzasadniał, że dusza ludzka jest bytem niematerialnym […] człowiek żyjący może jedynie ujrzeć […] jego działania w formie właśnie ciała pozornego. Nie wyjaśnił jednak bliżej, czym jest owo ciało pozorne.” (str. 93) Takiego tłumaczenia dostarczył katolicki święty – akceptowany przez Kościół – lecz podobne opinie spirytystów przez tę samą instytucję byłyby skazane na potępienie. Kawałek dalej autor omawianego rozdziału przytacza opinie współczesnych teologów, rozwijając odrobinę myśl świętego z Akwinu, a już na kolejnej stronie informuje, iż „takie praktyki są „zabobonem”, a „często nie są wolne od interwencji diabelskiej”. Ze zmarłymi może być tylko łączność modlitewna…” Nigdzie w swojej książce duchowny Andrzej nie nakreślił prawdziwej opinii spirytystów w tym temacie. Ten zabieg, wraz z notorycznie powtarzanymi słowami „diabeł” i „demon” tworzy fałszywe złudzenie, że praktyki spirytystyczne to rzeczywiście samo zło.

Z niniejszego artykułu jasno wynika, że spirytyzm to nie tylko „wirujące stoliki”, zjawy i „pismo automatyczne”. Jak w każdej nauce, także i tu wyróżnić można dyscypliny. Badanie telepatii - postrzegania pozazmysłowego, „mediumizm sensytywny” (odczuwanie obecności duchów), leczenie magnetyczne – bioenergoterapia, czy najzwyklejsze postrzeganie zjaw lub innego rodzaju niekontrolowanych manifestacji istot niewidzialnych (np. lewitacja czy przenoszenie przedmiotów, „dziwne” dźwięki), które nie mają nic wspólnego z tradycyjnie rozumianym „wywoływaniem duchów”, również składają się na spirytyzm. Ks. François Brune w swoim światowym bestsellerze pt.: „Umarli mówią” przytacza dobrze znaną spirytystom historię Friedrich Jürgensona z Sztokholmu, filmowca i dokumentalisty, który w czerwcu 1959 roku podczas nagrywania śpiewu ptaków zarejestrował na swoim magnetofonie zaskakujące dźwięki, jakie z całą pewnością nie powinny były tam się znaleźć: „Jakież było jego zdumienie, gdy w czasie przesłuchiwania taśmy usłyszał nagle solo na trąbce, które kończyło się czymś w rodzaju fanfary. Następnie męski głos opowiadał, w języku norweskim, o śpiewie ptaków nocą.” (wyd. „Adam”, 1994 rok, str. 13) Oczywiście na tym się nie zakończyło, gdyż to był dopiero początek długiej serii eksperymentów z zakresu transkomunikacji, które wykazały, iż w określonych warunkach możliwym jest nagranie głosów zmarłych na taśmie magnetycznej. Tego rodzaju badania nie dobywają się poprzez przywoływanie duchów, gdyż one samoistnie ujawniają się, bądź nie, podczas rejestracji. „Mediumizm sensytywny”, o którym pisałem bardziej szczegółowo w artykule p.t. „Siła wiary” w ostatnim kwartalniku „Spirytyzm” 2010 roku (nr 4 / 2010, str. 19) również ujawnia się podczas nieprowokowanej komunikacji z zaświatami i jest on trudny do opanowania, w sensie „zignorowania”, gdy już doszło do kontaktu z Duchem. W takim przypadku osoba obdarzona zdolnościami medialnymi po prostu odczuwa obecność i stan emocjonalny przybysza z zaświatów.

W podobnej sytuacji znajdują się ludzie, którzy z nauką spirytystyczną nigdy nie mieli nic wspólnego, ale posiadają wrodzone, nieświadome i ponadprzeciętnie rozwinięte predyspozycje do komunikowania się z duchami, bądź wywoływania manifestacji fizycznych, tak chętnie wplatanych w wierzenia ludowe każdej kultury. Jak można się domyślać, w obecnym momencie na całym świecie wiele osób jest „skazanych” na spirytyzm i praktykuje go bez łamania prawa mojżeszowego. Mimo, iż jest to sprzeczność, niejeden zdeklarowany spirytysta uważa się za katolika czy chrześcijanina. Taka postawa wskazuje jednak na to, jak bardzo filozofia duchów jest bliska doktrynie wywodzącej się z „Nowego Testamentu”, czego Kościół nie potrafi jeszcze zaakceptować. Ta hermetyczność jest widoczna w książce „Kontakty ze zmarłymi” ks. Andrzeja Zwolińskiego, gdzie dogłębna wiedza teologiczna miesza się ze stereotypami, które utwierdzają czytelnika w przekonaniach bazujących na powierzchownej znajomości zagadnień eschatologicznych. Duchowny opiera walkę ze spirytyzmem na autorytecie Pisma Świętego, Katechizmu Kościoła Katolickiego i na tradycji chrześcijańskiej, i mimo, że spirytyści także mają swoje argumenty – nie koniecznie przeciwko Kościołowi, ale na korzyść filozofii duchów – w ogóle nie są one brane pod uwagę. W książce człowieka w habicie miejsce polemiki zajął monolog. W całym niniejszym artykule nieustannie odwołuję się głównie do Allana Kardeca, którego teksty stanowią podstawę współczesnej wiedzy spirytystycznej. Wystarczy sięgnąć po jedną z jego książek, aby zapoznać się z tym, co siedzi w głowie jego kontynuatorów. Czy ks. Zwoliński to uczynił? Pragnę wierzyć, że tak, ale z treści jego publikacji to nie wynika.

***